UczymyOnline - Gdy tworzenie kursu trwa w nieskończoność
Gdy tworzenie kursu online trwa w nieskończoność

Gdy tworzenie kursu online trwa w nieskończoność

Mogę się założyć, że każdy, kto zaczyna tworzyć kursy online, może się podpisać pod tym tematem obiema rękami i nogami. Właśnie jestem świeżo po pierwszej edycji kursu eduEKSPERTOnline – czyli jak uczyć online. Bazując na pytaniach uczestników kursu oraz pytaniach moich czytelników, mam różne przemyślenia odnośnie tworzenia i prowadzenia kursów online. Zdecydowana większość osób, która chce budować biznes online w oparciu o kursy, popełnia zasadnicze błędy już na etapie planowania kursu.

Ma być “na bogato”

Patrzysz na kogoś, kto jest lata świetlne od Ciebie, nie zwracając uwagi na to, że działa w branży znacznie dłużej niż Ty, że ma kilka, kilkadziesiąt, czy kilkaset razy większy zasięg. Widzisz, że w jego kursach wykorzystuje multimedia (jakość HD obowiązkowa!), że ma transkrypty, materiały dodatkowe, testy, ćwiczenia i nie wiadomo co jeszcze… Mając taką wizję perfekcyjnego kursu, męczysz się z montażem screencastu, odszumianiem audio (bo nie stać Cię na super, wypasiony sprzęt). . Ponieważ zaczynasz, to pewnie wszystko robisz sam… Przecież Twój produkt nie ma prawa być gorszy. A gdy ukończysz czwartą lekcję, nagle okazuje się, że ta pierwsza wygląda jakoś słabo, więc znowu wracasz do początku i w kółko udoskonalasz.

Jeśli jakimś cudem uda Ci się skończyć kurs, nagle okazuje się, że w tym temacie tak dużo się zadziało, że kurs wymaga aktualizacji. Znowu siadasz i zaczynasz od początku. W końcu dochodzisz do wniosku, że to i tak jest słabe, więc dajesz sobie spokój na jakiś czas. Może masz już lepszy sprzęt, oprogramowanie, kilka przerobionych kursów za sobą. Tylko znowu patrzysz na swojego mentora i widzisz, że poczynił znaczne postępy, więc łapiesz doła i wydaje Ci się, że znowu Ci się nie uda.

Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność… Dostaję sporo wiadomości od osób, które niepotrzebnie porównują się z innymi.

Promocja na dużą skalę

Widzisz, że ktoś promuje swój kurs na wielką skalę – osobne strony sprzedażowe, webinary, kampania na FB, mailing. Gdzie się nie ruszysz, tam jest jakaś informacja o nowym kursie. Czujesz, że wszystko Cię przytłacza i nigdy nie dojdziesz do tego samego miejsca. Przecież doba ma tylko 24 godziny. Kiedy to wszystko realizować?

Mam dla Ciebie dobrą wiadomość – jeśli robisz coś pierwszy raz, to musisz się faktycznie napracować. Natomiast jeśli robisz coś, któryś raz z rzędu, nie potrzebujesz na to tyle czasu. Możesz się czuć przytłoczony ogromną ilością narzędzi i zadań, które towarzyszą kursom online. Tylko dlatego, że chcesz od razu realizować wszystko na raz. Dlatego podkreślam to na swoim kursie i podkreślam tu na blogu – zaczynaj od prostych rzeczy.

Gdy zaczynałam z kursami online, nie miałam jeszcze firmy. Raczej eksperymentowałam, niż myślałam o kursach online, w kontekście budowania biznesu. Pierwszy kurs składał się z lekcji PDF (zero multimediów) i wystawiony był na zewnętrznej platformie. W międzyczasie zmienił się regulamin i nie mogłam więcej sprzedawać bez firmy. Przeniosłam się na inną, ale kolejna platforma po jakimś czasie również upadła. Mimo wszystko, udało mi się sprzedać kilkadziesiąt sztuk, co na tamte czasy było dość sporym sukcesem. W dodatku bez full wypasu, bez wsparcia facebooka, reklam, strony lądowania.

Strach przed krytyką

Krytyka będzie zawsze za Tobą chodzić  – jest to cena, jaką się płaci za zdobywanie zasięgów. Niezależnie od tego, czym się zajmujesz. Nieważne jak dobry produkt stworzysz, czy będzie za 0zł, za 100zł, czy 500zł  – zawsze znajdzie się ktoś, kto skrytykuje Twoją pracę. Bierz do serca konstruktywną krytykę, zignoruj zwykły hejt. Tworząc kurs, musisz się nauczyć walczyć ze strachem przed krytyką, bo można popaść w skrajny perfekcjonizm. Jeśli nie zrzucisz tej blokady, Twój kurs nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Teraz, już! Inaczej zostanę daleko w tyle…

Oczywistą rzeczą jest, że jeśli prowadzisz biznes z 2-3 dzieci na głowie, to nie przeznaczysz na biznes tyle godzin, ile teoretycznie mógłbyś/mogłabyś jako osoba bezdzietna. Dlatego musisz się pogodzić z tym, że potrzebujesz znacznie więcej czasu na stworzenie kursu. Musisz się też przygotować na różne niespodzianki… Ja, mając plan budowania kursu dopięty na ostatni guzik, nie przewidziałam, że w tym samym czasie Zarząd Spółdzielni Mieszkaniowej również będzie wdrażać w życie swój plan. Koncentrowanie się na tworzeniu kursu, przy wtórowaniu koparek, łopat, czy  pił motorowych (dzień w dzień…), było istną gehenną, a nie przyjemnością.

I choćbyś pracował w bunkrze, z mikrofonem wpiętym w stan nieważkości, to i tak dopadnie Cię fala drgań młota pneumatycznego. W międzyczasie oczywiście musi Cię dopaść jakaś choroba, chociaż przez ostatnie 3 lata nie miałeś nawet kataru. Trzeba się więc przygotować na to, że czasami ten dopicowany plan musi iść w odstawkę.

Dlatego, duży bufor czasowy na realizację kursu, jest jak najbardziej wskazany. Byle nie za długi, bo w końcu się rozleniwisz i nie ukończysz swojego kursu. Cierpliwie do celu.

Teraz wszystko można znaleźć w Internecie i to za darmo…

Owszem, wiedza jest dostępna za darmo w Internecie, ale doświadczenie z jej udziałem – już nie za często. Czy ktoś, kto szuka konkretnego rozwiązania do wdrożenia we własnym biznesie, będzie miał czas na sprawdzanie i testowanie wszystkiego? Czy wiesz, ile czasu zajęłoby Ci obejrzenie wszystkich filmów z YouTube – tylko w tym konkretnym temacie? Pomyśl, ile czasu musisz poświęcić na to, żeby wdrożyć u siebie coś, co może tak naprawdę nie zadziałać. Czy nie lepiej wykorzystać sprawdzone rozwiązania? Tak naprawdę kupując kurs, nie kupujesz powielonej wiedzy, tylko bazujesz na czyimś doświadczeniu.

Gdy 3 lata temu kupiłam kurs z marketingu internetowego (słabo się na tym znam..), nie wykorzystałam nawet 95% wiedzy zawartej w tym kursie, za to te 5% zaważyły o tym, że zmieniłam całkowicie swoje podejście do kursów online i ogólnie do prowadzenia biznesu. Dlatego uważam, że warto było wydać kilkaset złotych, żeby usłyszeć tą jedną rzecz, która pchnęła mnie do działania. Jeśli stworzyłeś kurs, który w tych kilku % przyniósł korzyść uczestnikowi – to znaczy, że było warto go zbudować. Każdy w kursie szuka czegoś innego dla siebie. Jedni są kompletnie zieloni w danym temacie, inni szukają tego czegoś, jakiegoś impulsu. W końcu wszystkim zależy na efekcie.

Dlatego myśląc o tworzeniu kursów online, nie rzucaj się od razu na głęboką wodę. Zacznij od małych rzeczy, sprawdzaj co się ludziom podoba, a co nie. Nie stawiaj się w pozycji gorszego, tylko dlatego, że jesteś na początku drogi. Droga będzie długa, ale drobne sukcesy będą Cię motywować do dalszej pracy.

I jeszcze ostatnia rzecz na koniec…

Mając na uwadze dylematy moich czytelników oraz uczestników kursów, podjęłam wyzwanie na swojej grupie, które polega na tym, że w każdym kwartale pomagam jednej osobie w zbudowaniu projektu edukacyjnego od A do Z. Ciekawa jestem, jaki będzie efekt końcowy naszej pracy. W tym kwartale pracuję z Grażyną.

Dodatkowo, pojawił się pomysł na grupie, aby wspólnie zbudować jeden, duży projekt edukacyjny – taki od A do Z. Jeśli interesujesz się edukacją online i chcesz wziąć udział w projekcie – dołącz do grupy.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Privacy Policy Settings